Dlaczego będę głosował na Razem

Also in: [en]

Kilka osób pytało mnie - dlaczego będę głosował na Razem?

Jak wiecie, jestem programistą i młodym przedsiębiorcą. Nie w znaczeniu optymalizacji kosztów ZUSu, a prawdziwym, robiącym interesy między Warszawą, Berlinem i Londynem, mobilnym przedsiębiorcą.

Mam 24 lata, właśnie rzuciłem studia i uważam, że jest to dopiero początek mojej kariery. Zarabiam trzykrotnie mniej od swoich kolegów z Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Mimo tego, opierając się tylko i wyłącznie na tym, co wypracowałem własnymi rękoma - jestem jednym z około 1,30% najbogatszych mieszkańców Polski (według danych, jakie Ministerstwo Finansów przekazało partii Razem).

Trochę niski sufit jak na początek kariery.

Nasze społeczeństwo jest biedne. Naprawdę.

Nie mam jak sprzedawać swoich aplikacji, stron, gier i webappek Polakom. Ci najzwyczajniej w świecie nie są w stanie mi zapłacić. Zbyt często martwią się o zaspokojenie podstawowych potrzeb, opłacenie czynszu i rachunków. I wbrew temu, co mówi sporo libertarian, nie jest to ich wina.

Jestem tego świadom: rodząc się w odpowiedniej rodzinie i dobierając sobie zainteresowania, które okazały się opłacalne - miałem szczęście. Owszem, włożyłem w to sporo pracy, jednak nie mniej, niż wiele osób wkłada w zdobycie zawodu nauczyciela i pielęgniarki, za co dostają jedną czwartą tego, co ja.

Niskie płace nie są zawsze spowodowane lenistwem, brakiem elastyczności czy wąskimi horyzontami. Nie sądzę, abym miał większe prawo do dobrej służby zdrowia czy edukacji niż inni ludzie. Nie chcę musieć wybierać prywatnego szpitala, aby być pewnym bliskiego terminu wizyty i dobrej opieki. Uważam, że należy się ona nam wszystkim.

Dlatego chcę płacić wyższe podatki. Wraz z rozwojem i coraz większymi zyskami ze swojej działalności - coraz wyższe.

Jako przedsiębiorca dostrzegam wiele niedoskonałości naszego systemu podatkowego, martwi mnie swoboda interpretacji przepisów przez Urzędy Skarbowe, irytują braki w ePUAPie i potrzeba posiadania papierowej dokumentacji wszystkiego. Marzą mi się udogodnienia rodem z Estonii: akty prawne dostępne przez jeden portal, darmowy podpis elektroniczny, państwo rozliczające za mnie podatki.

Wiem jednak, że nie w tym leży problem. Nie doskwierają mi też wysokości składek - zakładając działalność przyjrzałem się, ile więcej płaciłbym rejestrując firmę w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. I muszę powtórzyć coś, w co nie wszyscy wierzą: polskie podatki są jednymi z najniższych w Europie! Nawet estoński CIT jest wyższy od naszego - wynosi ponad 20%!

Koszty życia w Polsce są naprawdę znacznie mniejsze niż na Zachodzie. Nie rozumiem, dlaczego zarabiając daną kwotę w Niemczech i tutaj - to właśnie w Polsce miałbym płacić niższe podatki.

Chcę za to, aby nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, policjanci i pracownicy skarbówki zarobili więcej. Aby mieli tyle pieniędzy, aby wykonywać swoją pracę dobrze i nie myśleć o drugim etacie. Aby mieli czas, aby się rozwijać, polepszać swoje umiejętności. Aby infrastruktura kraju się rozwijała, pociągi jeździły szybciej i częściej, szpitale były lepiej wyposażone, klasy w szkołach mniejsze.

Sądzę, że właśnie w ten sposób możemy stać się bogatsi - nie zakładając nowe startupy za pożyczone pieniądze i sprzedając je za granicę, lecz rozbudowując nasz kraj równomiernie i dla wszystkich. W końcu chcę sprzedawać swoje aplikacje także i w Polsce, a nie za bardzo mam to robić, jeżeli 90% społeczeństwa nie stać na nie.

Zapłacenie wyższego podatku to taki odpowiednik przekazania kawałka kodu na otwartej licencji społeczności, aby każdy mógł z niego korzystać, ulepszać go - i aby wrócił do mnie poprawiony przez innych ludzi.

Mam serce opensource'owca - to znaczy jednocześnie libertarianina i socjalisty. Dzielę się, bo chcę - bo zauważam, że to się opłaca. Nie chcę być jednak zmuszany do żadnego konkretnego rozwiązania. Wielu libertarian, jakich znam, mówi mi, że tylko wolny rynek bez kontroli państwa może pozwolić na taką swobodę.

Mam wrażenie, że czegoś nie zauważają.

Nie tylko państwo próbuje kontrolować rynek, narzucając mu swoje rozwiązania. Nie tylko ono odbiera nam pieniądze - przez podatki czy w inny sposób. Robią to też międzynarodowe korporacje, mające siłę równającą się całym krajom, mogące bez problemu zdominować jakiś rynek utrzymując przez jakiś czas cenę dumpingową czy podejmując zmowę cenową dla konkretnego obszaru. Stać je na to.

Korporacje zawsze będą optymalizowały ku maksymalnemu zyskowi. Nie mają żadnych innych celów. Jeżeli mogą płacić pracownikom mniej - będą płaciły mniej. Jeżeli mogą zmusić ich do dłuższej pracy - zrobią to, bo przyniesie im to zysk.

Taki jest los tysięcy osób zatrudnionych przez Żabki, Biedronki i Empiki w całej Polsce. Jednym z głównych zadań managerów jest właśnie wymyślenie, w jaki jeszcze sposób można zoptymalizować zyski.

Chciałbym, abyśmy zastanowili się nad argumentem rabunkowych podatków w tym świetle. Czy w Polsce rzeczywiście mamy tyle rodzin, które stracą owoce pokoleń pracy przez skalę progresywną? Rodzin, których jeden członek zarabia więcej niż 500 tysięcy złotych rocznie - 41 tysięcy złotych miesięcznie?

Czy może uderzy to bardziej w ludzi, którym płaci się za wymyślanie nowych sposobów na znalezienie zysków, jak obejście testów ekologicznych w Volkswagenach, czy wysłanie kilkuset pracowników na "działalność gospodarczą" zamiast zatrudnić ich na umowę o pracę?

Państwo jest mechanizmem obronnym, nie tylko przed wrogimi armiami, ale też przed wrogą ekonomią, a taką niewątpliwie są międzynarodowe korporacje. Niedawno skończyłem czytać "Confessions of an Economic Hit Man" Johna Perkinsa. Niezależnie od tego, jak oceniać prawdziwość przytoczonych przez niego przykładów - korporacje usiłują uzależnić od siebie gospodarki państw i całe ich populacje.

I w przeciwieństwie do państw, nie mamy nad nimi żadnej kontroli. Korporację stać na długie kampanię lobbingowe, by zmieniać prawo. Może nęcić krótkoterminowymi zyskami, by tylko nadać jej warunki preferowane - specjalną strefę ekonomiczną. My za to bez kupowania akcji (przy czym zakup pakietu kontrolnego jest w zasadzie niemożliwy) - nie możemy w żaden sposób wpłynąć na politykę firmy.

Czy ktokolwiek z nas wierzy, że możemy zaprotestować i uprzeć się, żeby przez rok nie kupować produktów Microsoftu, Apple'a, Sonego czy Nestle? Nic innego nie jest w stanie zaboleć korporacji.

Dlatego wolę mieć nad sobą silne państwo, które będzie dyktowało granice rynku, w których mogę się poruszać jako przedsiębiorca. Nie zmowy cenowe i technologiczne gigantów, na które nie mam wpływu.

Państwo, na które mam wpływ. Gdzie mogę głosować, lobbować i demonstrować, by osiągnąć swój cel.

Chcę, aby mój reprezentant w parlamencie widział największe zagrożenie nie w Kościele, nie w państwach ościennych, a w monopolach i umowach handlowych. Chcę, aby temat TTIP (który zebrał w Niemczech ćwierć miliona protestujących) miał w naszej debacie ważniejsze miejsce niż tęcza na jakimś placu.

Dlatego zagłosuję na Razem. Aby pojawił się taki głos.

W tej chwili jeszcze bez decydującej większości - niemniej to, czego według mnie najbardziej potrzebuje nasz kraj, to głos wskazujący prawdziwe zagrożenia. Pokazujący na specjalne strefy ekonomiczne, tarcze podatkowe, uciekający kapitał i ludzi wyrzucanych ze swoich mieszkań. Bez podpisu elektronicznego w dowodzie osobistym jeszcze trochę sobie poradzę.